Jeśli zamierzasz wykorzystać publicznie jakiekolwiek informacje lub materiały z tej strony - zapytaj o zgodę

Piękna nasza Polska cała…

Jarosław Ważny

2009-05-05


Czytam sobie ostatnio w autobusie w drodze do pracy książkę Kazimierza Koźniewskiego pt. „Piątka z ulicy Barskiej”. Kiedyś ją już czytałem, a że nie miałem ostatnio żadnej lektury na drogę, a to to leżało najbliżej, sięgnąłem, no i tak sobie czytam po raz drugi. Kto miał okazję zapoznać się z książką Koźniewskiego, ten wie, że to wczesnokomunistyczna ramota o paru (sic!) młodych warszawiakach, co to za pomocą władzy ludowej wydostają się z sideł reakcji, zostają poddani skutecznej resocjalizacji, i w pocie czoła odbudowują swoją stolicę na chwałę miast i wsi. Jeden z bohaterów tytułowej piątki jest pomocnikiem murarza przy budowie trasy W-Z. Patrzcie mili Państwo, jak to historia lubi zataczać koło! Dziś, kiedy jadę na drugą stronę Wisły, i mijam z tęsknotą remontowaną właśnie trasę W-Z, zastanawiam się, czy gdyby komuniści wiedzieli jak czas i kapitalizm obejdzie się z ich odbudowaną przez cały naród stolicą, chciałoby się im wybierać co lepsze cegły z rumowisk, żeby cokolwiek postawić…


Syf i brud i chłam-to jest codzienność polskiej ulicy. Ulicy sensu stricte, nie tej metaforycznej z piosenek Analogów. Zaraz pewnie ozwie się jeden z drugim, że u niego chodnik równo położony, i klomby ukwiecone-nie przeczę, tak też bywa. Niestety jednak, takich miejsc na naszej mapie nadal pozostaje znikoma ilość, a cała reszta, brudna i zaniedbana, kole w oczy przechodnia co dzień. Może i się czepiam na wyrost, ale pomyślcie sami; co warte są zapewnienia włodarzy waszych siół i sadyb o pozyskiwaniu kontrahentów, różnych wolniznach podatkowych dla przyszłych inwestorów, kiedy naokoło wieje grozą z rozjebanego śmietnika i nieszczelnego szamba. W PRL-u władza zaniedbywała przemysł lekki i usługi na rzecz wielkich inwestycji, bo jak mawiał Gomółka, „może i zdrożała kawa, ale staniały pociągi”. Teraz lokalne władze samorządowe we wspaniałej większości zapominają, że równie ważna dla obywatela, podobnie jak wodociąg czy szerokopasmowy Internet, jest estetyka miejsca w którym żyje. Niby mała, drugoplanowa sprawa, ale olewana przez każdego burmistrza czy prezydenta, jak nie w części, to w całości. No, jest może jeden wyjątek. Niepołomice pod Krakowem. Mieszka tam facet co nazywa się Stanisław Kracik i jest burmistrzem tegoż miasteczka. Be zbędnych ceregieli Kracik zabrał się za porządki w swoim gnieździe, rozpoczynając właśnie od sanacji estetycznej strony miasta którym rządzi. Zrobił tak, ponieważ ma równo pod kopułą i wie, że żaden poważny inwestor nie będzie topił kasy w mieście w którym kamienice na głównej ulicy sypią się na samochody, a okoliczne menelstwo wali w gaz pod ratuszem. Mniej lub bardziej finezyjnymi zabiegami (wiadomo, po dobroci się nie da) zmusił właścicieli prywatnych czynszówek do ich odrestaurowania. Efekt? Jest burmistrzem Niepołomic, ale jakby mu się chciało, w cuglach wygrałby wybory na prezydenta Krakowa.


Casus Kracika jest w materii której się tu uczepiłem kluczowy. Dowodzi przynajmniej dwóch rzeczy. Po pierwsze: jak się chce, to można. Po drugie: ludzi którymi rządzisz, traktuj jak ciżbę którą rugasz batem, dopiero wtedy coś zdziałasz. Pierwsza, nie nazbyt odkrywcza konstatacja nie wymaga chyba specjalnego rozwinięcia, choć każdy to przyzna, bywa czasem nieco utopijna, i lepiej kiedy szczere chęci idą w parze z umiejętnościami i środkami do ich realizacji. Druga myśl może wydać się na pozór dość kontrowersyjna, ale to tylko na pozór. Miejsca w których mieszkacie, dzielicie jako współgospodarze z elementem wszelkiej maści. Jest pan profesór z katedry filologii, pracownik działu drzewnego marketu budowlanego, higienistka, lekarz, muzyk zespołu młodzieżowego i menel ze swoja patologiczną dziatwą, co to chleje na potęgę, i szcza pod blokiem. Jeśli macie szczęście lub pieniądze, a najlepiej jedno i drugie, osiedlacie się tam, gdzie sąsiedztwo jest miłe i nie nastręcza problemów. W Polsce jednak, taki stan dotyczy tylko ułamka procentowego ludności. Cała reszta ciśnie się gdzie popadnie, i generalnie ma gdzieś, czy to w czym mieszka, albo robi zakupy jest ładne, schludne, albo kto posprząta rzygowiny w windzie po ostatniej libacji na czwartym piętrze. Administracja jakaś może, albo miasto, a najlepiej to państwo-o, niech państwo to zrobi. A przy okazji jak już uprzątnie windę, to niech zgarnie psie gówna z trawnika. Był co prawda kosz na zwierzęce fekalia, ale i tak nikt go nie używał, i w końcu z nudów dzieciarnia go podpaliła. Administracja więc sprząta, bo wedle świadomości społecznej, jest od tego jak dupa od srania, a sranie jest wszak immanentną cechą najlepszych przyjaciół człowieka. Rodzi się więc pytanie: a gdyby tak nakazać wszystkim sprzątać po swoich ulubieńcach, dbać o klomby i rabatki, zakazać wywalania śmieci do rowów, i tu mała zmiana, pod karą grzywny wysoką jak cholera, czy coś by się zmieniło? Otóż…nic. Zmieniło by się dopiero, gdyby za nakazami stał odpowiedni aparat represji, skutecznie je egzekwujący. Dlatego też konieczne jest przyjęcie jednej miary dla każdego, a że społeczeństwo mamy raczej krnąbrne i niezbyt skore do współpracy, próg musi być na tyle niski, żeby patologia też się załapała. Kiedy straż miejska czy jakakolwiek inna forma przymusu weszłaby na stare podwórko na Pradze, przegoniła pałą pijaków i narkomanów, a dresom kazała brać miotły i zamiatać obejście, dopiero wówczas coś by się tu ruszyło. Nie ma się bowiem co łudzić, że naród szturmem ruszy do czynu społecznego, i doceni dobro wspólne; prędzej je obesra, a to co zostanie, ukradnie.


Dziś wracałem z pracy tramwajem przez jeden z kilku mostów w Warszawie, które nie są jeszcze remontowane, i którymi biedacy z prawobrzeżnej jej części mogą się przedostać do centrum. Patrzyłem jak co dzień na chaszcze i roślinność bujną, która porasta w tym miejscu prawy brzeg Wisły. Nikt tego nie kontroluje, nie przycina, nikt nie ma pomysłu od dziesiątek lat, jak zagospodarować ten teren. Podejrzewam, że jeśli dożyję, i trafi się, że latem 2012 roku będę wracał z meczu mistrzostw Europy z pięknego jak Licheń pobliskiego stadionu, najdą mnie te same refleksje.


JW

 
SYMETRIA
Bardzo nie lubię zimy, ale to bardzo. Każdego dnia, kiedy muszę wyjść z domu, najsamprzód biję się co najmniej kwadrans z myślami, czy w ogóle mi się to opłaca, i czy faktycznie is... [więcej »]


Pornoloteria
Jak się ogląda za dużo pornosów, to Bozia rozum odbiera! Autorem tej złotej myśli jest ksiądz, który uczył mnie kiedyś religii w szkole podstawowej. Powiedział tak do mojego kolegi... [więcej »]


ANTY-DEBIL
Na najbliższy czas Wy, którzy czytacie te teksty, i którzy, jak mniemam, we wspaniałej swej większości odwiedzacie forum na tej stronie, deliberując przy okazji na wiele tematów, m... [więcej »]


BIEDA POLSKA cz.5 - BIDUL
Nie wiem, jak można pomieścić tyle miłości w takim małym serduszku. Nie wiem, jak można tak kochać, żeby wybaczać najgorsze bezeceństwa doznane od najbliższych potencjalnie osób. P... [więcej »]


Polak zaszczuty
Polak zaszczuty Wyczytałem niedawno w tygodniku lokalnym, że w miejscowości w której mieszkam zdarzył się napad na bank. Bandyta w biały dzień wszedł do małej filii jednego z... [więcej »]


Dlaczego wciąż warto słuchać Wałęsy…
Po fali krytyki, która przetoczyła się po płatnych wystąpieniach Lecha Wałęsy na dwóch kongresach partii Libertas, były prezydent zapowiedział, że rocznicę wyborów 4 czerwca spędzi... [więcej »]


WKURW
Tak się zastanawiam, czy to przez tę niekończącą się zimę, czy kryzys, czy ślamazarność elit polskich, czy może przez wszystko po trochu, czuję pod skórą, że kraj nadwiślański lezi... [więcej »]


BIEDA POLSKA –cz. 4– SPIRIT OF ‘89
W ogólnopolskim dzienniku „Dziennik” przeczytałem niedawno tekst o pokoleniu 89. Sporo już naczytałem się tekstów o różnej maści pokoleniach, ot choćby warto przypomnie... [więcej »]


Kot przystankowy
Na przystanku autobusowym w pewnej miejscowości przesiaduje sobie kot. Jest szarobury; duży i gruby. Przychodzi kiedy chce, wtula się w kąt wiaty i tak sobie siedzi. Pierwszy raz p... [więcej »]


BIEDA POLSKA cz.3 – ZAWIŚĆ
- A ostatnio, w poniedziałek, wyobraź sobie taką akcję; przychodzi do nas mamusia z teściem i mówi, że byli na zakupach w Tesco chyba, i że zrobili zakupy za tam 200 czy 300 złotyc... [więcej »]


BIEDA POLSKA cz. 2 – KOBIETA SAMOTNA
Widać że jest już bardzo zmęczona, chociaż według metryki ma ledwie ponad trzydziestkę. Wygląda trochę jakby piła, ale, chociaż może czasem i chciałaby się napić, nie stać jej na t... [więcej »]


BIEDA POLSKA - cz.1 - BILET
Tym tekstem chciałbym rozpocząć cykl portretów różnych postaci, które spotykam ostatnio na swojej drodze, a które łączy to, że szalenie podobają mi się ich opowieści. Niestety, bar... [więcej »]


"No time for loosers...”
Fredy Merkury śpiewał kiedyś, że nie czas na zawracanie sobie głowy przegranymi, kiedy do stołu ucztować siadają mistrzowie. Numer o którym mowa podbił świat, i większości jego mie... [więcej »]


Podwórko
O tym jak łatwo łamie się szczęka, przekonał się niedawno człowiek popołudniową porą, w centrum Warszawy na jednym z podwórek. O tym, że można bezkarnie pluć na ludzi i łamać im sz... [więcej »]


Wakacyjna impotencja
Nie wiem czy to przypadłość dotykająca co bardziej leniwych Polaków, czy też większość z moich rodaków na nią cierpi, ale ogarnęła mnie ostatnimi czasy jakaś trudna do zwalczenia i... [więcej »]


Benek Martyniuk
Na moim podwórku było dwóch dobrych kumpli. Poznałem ich jak miałem 10 lat. Przeprowadzili się, kiedy ich starzy nie wyrabiali z kasą na opłaty w metropolii, i postanowili się prz... [więcej »]


Menel z Kołobrzegu
Jeśli nie lubisz swojego pracodawcy albo swojej pracy to masz dwa wyjścia. Albo rzucasz ją w cholerę, albo zagryzasz zęby i robisz swoje, puszczając mimo uszu wszystkie joby które ... [więcej »]


Rynsztok
Szedł sobie ulicą menel, przewracał się, podnosił, w końcu upadł na twarz w rynsztok, którym płynęło całe gówno tego miasta. Więcej się nie podniósł. Zostawił w rynsztoku resztkę ż... [więcej »]


Bigos, czapka i wstyd
Najbardziej nie lubię, a może nawet nie tyle nie lubię, co nie mogę przeboleć płaczu małego dziecka. Kiedy mały dzieciak płacze, to nie wiem co zrobić z oczami, i samemu chce mi si... [więcej »]




komentarze i recenzje
dodaj komentarz lub recenzję


Travis 2009-05-14 12:54:24
Eee, no nie jest tak źle, przynajmniej te parki ładne w stolicy mamy ;) A może by tak następnym razem napisać, co też pięknego jest w otaczającej nas rzeczywistości?...Trzeba patrzeć na świat tak, jak się ma na to ochotę. Owszem nie zawsze jest to możliwe, ale chyba lepiej skupiać się na pozytywach. Innymi słowy "no stries" wszak piękna wiosna wokół jest :)




dodaj komentarz lub recenzję

Twoje imię lub pseudonim:



Twój adres e-mail:



  

Treść komentarza lub recenzji:

  zapamiętaj imię lub pseudonim oraz e-mail