TEN KULT BĘDZIE TOCZYŁ SIĘ DALEJ
Wit Dziki
XL 1998 (numer 06/98)
Ta rozmowa miała wyglądać zupełnie inaczej. Myślałem że krotochwilom nie będzie końca i wszyscy w szampańskich humorach opowiadać będą o nowej płycie, ale życie dopisuje różne scenariusze... Kilka dni przed umówionym spotkaniem z Kultem zmarł nagle perkusista zespołu – Andrzej „Szczota” – Szymańczyk.
W związku z pogrzebem i innymi równie trudnymi i bolesnymi sprawami nie udało mi się porozmawiać z Kazikiem Staszewskim i Krzysztofem "Bananem" Banasikiem w tym samym miejscu i czasie. Ale żyjemy przecież w czasach wirtualnej rzeczywistości i komputerowych "wspomagaczy", nie widzę więc niczego nowego ani bulwersującego w tym, że Kazika, z którym rozmawiałem w jego domku letniskowym, i Banana, z którym spotkałem się w kawiarni "Rozdroże", "przeniosłem" w jedno miejsce.
Ostatnią płytę Kult nagrał cztery lata temu. Skąd nagła decyzja stworzenia nowego materiału? Dlaczego właśnie teraz?
KAZIK: - Cały nastrój związany z pracą i to, że się spotkaliśmy to tak naprawdę nie była żadna wielka sprawa. Nie spłynęła na nas nagle jakaś cudowna hiper-wena. Ja osobiście czułem się już zmęczony graniem wyłącznie koncertów i tym, że rzadko spotykaliśmy się na próbach. Oczywiście, ja również byłem jednym z powodów tych nieczęstych spotkań, może nawet i głównym, z racji mnogości projektów w które się uwikłałem. Nagle pomyślałem sobie, że jeśli to nie stanie się teraz, to w dalszej przyszłości będzie to coraz trudniejsze. To głównie ja parłem do tego, żeby ta płyta powstała jak najszybciej. Było akurat tak, że "wyświetlił się" wolny czas jesienią i stało się możliwym to, co knułem. Zarówno Banan, jak Szczota i Jeżyk podłapali ten pomysł i ochoczo przystąpili do roboty natomiast dwóch pozostałych kolegów - Jasio i Piotrek Morawiec było w opozycji do nagrywania płyty. Ale w końcu się udało.
BANAN: - To wszystko wyszło jakoś naturalnie... Stare już się ograło i przyszedł czas na tworzenie. Już wcześniej pojawiło się trochę nowych rzeczy ale brakowało w tym wszystkim pewnej konsekwencji. Niewątpliwie Kazik miał wielki wkład w to, że zaczęliśmy tworzyć na nowo, po prostu przyszedł i powiedział, że mamy zarezerwowane studio, i to - siłą rzeczy - nas zmobilizowało. Z doświadczenia wiem, że jeżeli nie ma jakiegoś konkretnego terminu, to praca nad płytą może trwać w nieskończoność...
KAZIK: - Dużo dżemowaliśmy wyszło z tego w sumie parę kaset, dokonałem wśród nich selekcji i powiedziałem, co będziemy razem nagrywać. Większość materiału skomponował Banan.
BANAN: - Gdy zaczęliśmy grać, codziennie rano budziłem się ze świeżym pomysłem, stąd też ta różnorodność, skale arabskie... No, akurat jeśli chodzi o "Archiwum Polskiego Jazzu", to utwór ten powstał spontanicznie w studiu. W każdym razie wymyślałem o poranku jakiś kawałek na gitarze akustycznej (nie lubię hałasować w domu dźwiękami zbyt industrialnymi). Grałem to Kazikowi, on wymyślał jakąś linię melodyczną, nagrywaliśmy to i czasem zdarzyło się, że nawet na następny dzień przynosił już gotowy tekst.
XL: Pamiętasz, co było pierwsze?
BANAN:- Tak, to był tekst "Pana Waldka". Ale te najbardziej charakterystyczne utwory powstały w studiu, na przykład taki kawałek jak "Grzesznik" - kiedy wymyśliłem go na gitarze, odbierałem to jako melodię żydowską, natomiast w konsekwencji tego, że zagrałem ją na bouzuki rdzennie greckim instrumencie, klimat zmienił się zupełnie.
XL: A zatem teksty powstały "w drodze"?
KAZIK: - Tak, niektóre teksty powstały dopiero, kiedy poszczególne instrumenty były nagrane. W przypadku "Dziewczyny Bez Zęba Na Przedzie" byłem już przekonany, że nie zdążę, ale jak widać i słychać, zdążyłem.
XL: Czy taka dziewczyna w ogóle istnieje?
KAZIK: -Nie, absolutnie... Jest tylko tworem mojej wyobraźni. Ta piosenka kojarzyła mi się z zespołem Oasis - oni też mieli jakąś piosenkę o dziewczynie, tyle że w butach... Zresztą mniejsza o to. Ta "Dziewczyna Bez Zęba..." to opowieść o miłości, ale zarazem o rozstaniu i jest taka smutna... Tutaj podmiot liryczny spala się i opowiada taką historię, a w końcu okazuje się, że przedmiotem jest dziewczyna bez zęba na przedzie (czyli pewnie z defektem urody). Chciałem, żeby ta piosenka była jednym z "podżartów", z których stworzona jest płyta (oczywiście, nie wszystkie numery to dowcipy), to miał być żart ukryty pod płaszczykiem powagi. Wiesz, tytuł "Ostateczny Krach Systemu Korporacji" brzmi złowieszczo, a jest w sumie żartem.
XL: Właśnie, miałem nadzieję, że wytłumaczysz mi, skąd się wziął ten tytuł?
KAZIK: - Ten tytuł wziął się z wywiadu z Jello Biafrą, a nieuczciwie byłoby gdybym nie wspomniał o tym, i że Dead Kennedys było dla mnie kapelą absolutnie kultową i podejrzewam że gdyby nie oni Sex Pistols czy The Clash, to nie byłbym teraz tym, kim jestem. W każdym razie czytałem sobie ten wywiad (a wiedziałem już wcześniej, że Biafra ma wyraźnie ciągoty lewicowe) i nagle zrozumiałem że cały jego styl i ta lewicowość to taka lewicowość dobrze żyjącego, najedzonego koleżki z Ameryki, który nigdy nie poczuł prawdziwego komunizmu na własnej skórze. To jest trochę jak rozmowa o żelaznym wilku - - tak naiwne i tak głupie, że aż ręce opadają...
XL: Wydaje mi się, że w ogóle cała ta lewicowość Zachodu...
KAZIK: -Jasne! Założę się, że ci, którzy noszą koszulki z Che Guevarą, nie mają pojęcia o tym, że gdyby on miał wolne ręce, to odpaliłby na nich te sowieckie rakiety. Bo takie miał pomysły. Zresztą jego radykalizm zaczął bardzo przeszkadzać Fidelowi Castro i dlatego wyekspediowano go na pewną śmierć do Boliwii. Lewicowość jest w modzie, bo obecnie w Polsce prawica bardzo źle się kojarzy. Z fundamentalizmem katolickim, z kolesiami typu Wrzodak, Łopuszański, Rydzyk czy Jankowski.. - Rzecz w tym, że w sferze mentalnej to tacy sami komuniści jak Gierek, Gomułka, Miller czy Ikonowicz. Ale przecież istnieje jeszcze liberalizm, w którym decydujesz o sobie sam. Z natury rzeczy zakłada on większą wolność jednostki... Wracając do meritum, podsumowaniem tego wywiadu z Biafrą był moment, w którym dziennikarz zapytał go: "A ty prywatnie, co najbardziej lubisz robić?", a Jello na to: "Najbardziej lubię sobie wizualizować ostateczny krach systemu korporacji". I tak sobie wyobraziłem, że jak już rozbierze strukturę świata na kawałki, to siada sobie w fotelu i zamiast pojadać kanapki przed telewizorem, wyobraża sobie, jak korporacje zawalają się i rozpadają w drzazgi. I tym mnie po prostu zastrzelił. Postanowiłem pociągnąć rzecz w tym kierunku, zwłaszcza że w najbliższym czasię nie zanosi się na krach owego systemu. Ostatnio połączyły się dwie największe bankowe korporacje, co zapowiada, że już niedługo światem będzie rządził jeden wielki bank wymiataczy jako całość
XL: Widziałem projekt okładki, ale nie wygląda jak żart, jest wyjątkowo przygnębiający..
KAZIK: - Tak, faktycznie ten pomysł okazał się złowieszczym memento. Wyszło tak, że osobą, która była wysuwana w tej kampanii na pierwszy plan, był właśnie Szczota. Na tych gruzach i wysypiskach on miał symbolizować tego jedynego, który się ostał z systemu korporacji...
XL: Masz jakiś szczególnie ulubiony utwór na tej płycie?
BANAN: - Lubię różne kawałki. Lubię "Goopya Peezda" -bo jest mocny lubię "Grzesznika" (chyba aż za bardzo, ale pociągają mnie klimaty folkowo-etniczne). Podoba mi się "Ja wiem to", chociaż jest tak energetyczny że nie mogę go słuchać zbyt często. O dziwo, lubię też "Z Archiwum Polskiego Jazzu", mimo że jest skeczem, ale ma fajny ciekawy puls i to mnie kręci. Są również nagrania, których - niestety - wielu ludzi nigdy nie usłyszy czyli różne wersje numerów z licznych singli, które przygotowaliśmy. Są cztery "Panie Waldku", parę świetnych wersji "Grzesznika" i to, co nagraliśmy jeszcze wczoraj do "Bim-Bom komu bije dzwon..:". Z tego, co wiem, Kazik pisał to o sobie, ale teraz nie ulega wątpliwości, że jest to hołd złożony Andrzejowi – "Bim, bom komu bije dzwon...". To się rozumie samo przez się. Każdy dograł jakiś instrument, ja waltornię, Kazik saksofon...
XL: To Kazik jeszcze czasem grywa?
BANAN: - Tak, oczywiście. Ja go zresztą do tego namawiam - waltornia pokrywa niższe pasma, a saksofon rejestry wyższe. Nie ukrywam, że bardzo rajcuje mnie granie w sekcji, a saksofon w połączeniu z waltornią daje niesamowite brzmienie.
XL: Czy istnieje jakiś uniwersalny portret obecnego fana Kultu?
KAZIK: - Nie mam takiego obrazu i wzbraniam się przed nim. Wzbraniam się przed określeniem prawideł rządzących ludźmi. Dla mnie sto osób to sto różnych charakterów. Każdy jest osobnym światem, osobną bajką. Raczej należałoby ich o to spytać... Zdecydowanie nie lubię generalizować.
BANAN: - Różnie to bywa, jest wielu ludzi, którzy znają Kult od dawna, i są fanami z krwi i kości, ale jednak to Kazik jako osoba przyciąga publiczność. Zauważ, że mogą być ortodoksyjni fani Kultu i ortodoksyjni fani Kazika. Ci drudzy siłą rzeczy słuchają również Kultu.
XL: No właśnie, jak to jest? Nowa płyta jest zupełnie inna niż poprzednie. Jest na niej sporo kompozycji, które mógłby grać z powodzeniem Kazik Na Żywo. Czy nie obawiasz się zlania się ze sobą tych projektów i w rezultacie dezintegracji Kultu jako odrębnej całości?
KAZIK: - Myślę, że na płycie muzycznie sporo się dzieje. Ludzie, którzy jej słuchali, mówią, że jest bardzo udana. I to mnie cieszy Ale pojawiły się - oczywiście - zarzuty że dążymy do dezintegracji zespołu. Chciałem do niedawna, żeby te kanały mojej twórczości były od siębie odseparowane. Kult to był folk miejski, Kazik Na Żywo to czad o proweniencji niemalże metalowej, a Kazik to takie działania quasi hiphopowe. W obecnej chwili rzeczywiście jawi się perspektywa połączenia tych trzech kanałów, ale obawiam się tego, że na koncertach Ka- zika Na Żywo ludzie zażądają "Baranka" etc.
BANAN: - Myślę, że nie grozi nam takie totalne "zlanie". Nawet w mocnych utworach operujemy trochę innymi brzmieniami, no i jest Janek, który gra na organach. A tak poza wszystkim to jest nas jednak sześciu - to spora orkiestra. Kazik Na Żywo to jednak muzyka gitarowa. Tam jest ściana dźwięku, a u nas różnie dziwne rytmy więc nie obawiam tego. A jeśli chodzi o publiczność, to racja, że często mylą im się solowe Kaziki z Kultem, ale czasem zdarza się nawet, że ktoś krzyknie: "Hej, zagrajcie "Ziele". Szczerze mówiąc, nie wiem, czy chodzi o "Ziele uzdrowi narody" (utwór z repertuaru grupy Izrael), ale tak czy inaczej Kult nigdy tego nie grał.
XL: Kult jest traktowany troszkę na zasadzie świętej krowy zarówno przez publiczność, jak i przez prasę. A jak jesteście traktowani w tak zwanej wielkiej rockowej rodzinie?
KAZIK: - Widzisz, to jest tak. W Kulcie istnieje szereg idiotycznych powiedzonek w stylu: "Masz klucz?" - i odpowiedź oczywiście: "To się po jajach tłucz". Jedno z nich jest głupie, czyli "Wszyscy jesteśmy jedną wielką rockową rodziną". Nie ma żadnej wielkiej rockowej rodziny Ja, poza paroma kolegami, praktycznie nie stykam się z nikim z branży muzycznej. Dlatego rzadko trafiają do mnie opinie, jak jesteśmy przez jej przedstawicieli postrzegani. Są oczywiście zdarzenia, które pamiętam, na przykład Kostek Yoriadis powiedział mi: "My to u nas w kapeli z was szydzimy bo wy jesteście jakąś głupią pomyłką". I nie mógł zrozumieć, dlaczego ludzie nas słuchają. Zdarzyło się jednak kiedyś coś, co mnie bardzo uradowało - zamieniłem dwa słowa z basistą Dżemu i on mówi: "Chłopie, my tu w Dżemie tak was słuchamy. Powiedz mi, chłopie, jak to jest, że żaden z was nie umie, kurwa, grać, a razem to brzmi świetnie..." To był dla mnie największy komplement. Że nie jest to jakiś tam zbiorowisko wymiataczy tylko funkcjonujemy jako całość. I może zabrzmi to trochę buńczucznie, ale to świadczy o pewnej wielkości. Kult jest kapelą.
XL: Czy myślałeś już o momencie (który być może nie nastąpi), kiedy będziesz musiał odejść od muzyki i zająć się czymś innym?
KAZIK: - To jest powód dużych stresów i strachu, bo ja... poza tym, co robię nie umiem niczego innego. Czasem nachodzi mnie pytanie: Czy to, co się robi, jest potrzebą chwili, czy może potrzebą zarabiania na życie, a może koniecznością wynikającą z tego, że się niewiele więcej umie robić? Dla mnie pisanie tekstów i robienie muzyki jest jedynym spełnieniem i skanalizowaniem emocji, które we mnie drzemią. Kocham to robić i dzielić się tym z ludźmi, a przy okazji zarabiam w ten sposób na życie. Zresztą nie wiem, chyba nie umiem odpowiedzieć na to pytanie...
BANAN: - W moim przypadku jest podobnie. Tak naprawdę tylko o tym marzyłem, chodziłem do szkoły muzycznej... Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czym mógłbym się zająć. Ale jeśli nie muzyką, to chyba wszystko mi jedno. Gdybym potrafił coś robić lepiej od grania, to można by się zastanawiać, ale ja całe życie poświęciłem muzyce! Nie mam samochodu, nie mam mieszkania. Wszystko, co zarobiłem, inwestowałem w instrumenty i w to, żeby się rozwijać. Muzyka to moje życie - reszta jest abstrakcją.
XL: Trudno pytać o Andrzeja, a jednak...
BANAN: - Dla mnie to wszystko jest jeszcze zbyt świeże... Nie umiem o tym mówić... Może kiedy indziej...
KAZIK: - Ta śmierć przyszła bardzo niespodziewanie. Siedziałem tutaj, był pierwszy dzień Wielkiejnocy zaczynaliśmy śniadanie, kiedy przyjechał Piotrek. Powiedział, że Andrzej umarł. Był najmłodszy z nas i jako ostatni dołączył do zespołu, ale po jego przyjściu skończyły się zmiany personalne. Kult stał się trwałym organizmem, co było wcześniej nie do pomyślenia. Był człowiekiem, który bardzo się w nas wpasował - to nie był jakiś tam kolejny perkusista. Był bardzo zamknięty i jeśli chodzi o jakieś przyjacielskie interakcje, to z nim zdecydowanie najmniej miałem do czynienia. Na przykład dopiero wczoraj dowiedziałem się, że ma rodzonego brata... Był cichym Andrzejkiem, najmniej z nas wszystkich uzewnętrzniającym swoje myśli, przez co prowokował często sytuacje, w których był najczęściej opieprzany. Zawsze, jak jeździł z przodu w samochodzie i palił papierosa, to ktoś krzyczał: "Zamknij okno, bo wieje", a za chwilę ktoś inny: "Otwórz okno, bo śmierdzi"... Był kimś takim, kto nie potrafił się postawić, zbierał wszystko do siebie i zamykał się z tym... Teraz od nas odszedł... Od razu spotkaliśmy się i postanowiliśmy że gramy dalej, bo rozwiązanie kapeli nie pomoże ani jemu, ani nam. Jedno mogę powiedzieć już teraz - jego rodzina będzie miała zabezpieczenie. Jesteśmy jego kolegami nawet po śmierci. Zresztą, po co używać wielkich słów - jak ktoś odchodzi, to zazwyczaj pojawiają się refleksje, że był ci bliski, że można było coś zrobić tak a nie inaczej... Ale nie ma sensu wyrzucać sobie, co by było, gdyby.. Czy można było coś zrobić, żeby wyhamował ze swoim tempem, żeby nie prowadzał się z tym chujem, który był ostatnio blisko niego, w końcu, żeby nie poszedł wtedy do domu?! Takie myślenie nie prowadzi do niczego. Żywi żyją dalej, świat toczy się dalej i ten Kult będzie toczył się dalej.
| | wyszukiwanie
według źródła
Podpowiadanie wibracji
Tę rozmowę z Kazikiem Staszewkim zacząłem od 12 groszy. Prawdę powiedziawszy: trudno było nie zacząć. Materiał ten i ogromnie spodobał się naszym czytelnikom (vide Tylko Najlepsi 9... [więcej »]
Kult - W kółko o tym samym
„Nigdy nie było takiej rzeczy, takiej sprawy, dla której warto byłoby pójść na kompromis, nagiąć się. Zawsze nadrzędną rzeczą było to co robiliśmy. Nadrzędna była bezkompromi... [więcej »]
„Tata" drugi i ostatni
Kazik: Oryginalne nagrania ojca są w fatalnym stanie
– Tym razem zaskoczyłeś piosenką z Violettą Villas. Jak się wam pracowało?
– O pani Violetcie nie dam złego s... [więcej »]
Kazik rządzi! - Bisowisko
Bartek Czarkowski: Zaczniemy od pytania, które przewijało się w sms’owych pytaniach do Ciebie. Czy bardziej czujesz się piosenkarzem czy poetą?
Kazik Staszewski: Bardziej... [więcej »]
Wywiad "Playboya": Kazik
Jedni widzą w nim rockowego rzecznika pokolenia epoki postkomunistycznej. Dla innych jest po prostu zdolnym muzykiem, który w swojej twórczości potrafi łamać wszelkie bariery i kon... [więcej »]
Kult balansuje
Kult ruszył w doroczną pomarańczową trasę. Do Gdańska trafi w piątek. W hali Olivia można się spodziewać około trzygodzinnego muzyczno-świetlnego show
Co roku w październiku wyrus... [więcej »]
KULT – Koniec XX wieku
Koniec dwudziestego wieku w sztuce i muzyce to tygiel – mówi Kazik Staszewski. I w tym widzę dobry znak na przyszłość. W nieustannym mieszaniu się gatunków. Uważam, że to pię... [więcej »]
Kultura — Pewna sprawa z przyjaciółmi
Gdy poprosiłeś mnie o to, żebym napisał słów parę o tym czym jest dla mnie to wszystko, przypomniały mi się słowa, które kiedyś wypowiedział Janek. Dawno to było i tak wiele się zm... [więcej »]
Kult(ura)
Ukradziony bas
Piotr Wieteska (współzałożyciel – były basista)
Niechętnie godzi się na wywiady, udało mi się go jednak namówić na telefoniczną rozmowę na temat prehistorii ... [więcej »]
Człowiek – orkiestra
Rozmowa z Olafem Deriglasoffem; kiedyś Dzieci Kapitana Klossa, Apteka, Pudelsi, dziś – Kazik Na Żywo
Jak układa się współpraca z zespołem?
– Nie gralibyśmy razem, gdy... [więcej »]
|